Tym razem będzie mowa o korzeniu wiesiołka, który ładnie nam się skomponuje w potrawie oczywiście z grzybami 🙂 . Użyłem grzybów z puszki ponieważ wiosenna susza daje o sobie znać i ciężko było coś znaleźć poza suchymi uszakami bzowymi. Korzeń wiesiołka jest to część rośliny, która o tej porze roku interesuje mnie najbardziej. Część nadziemna tej rośliny w postaci rozetki liściowej też nam się przyda. Wiesiołek to jedna z tych roślin, które nadadzą potrawie nieco pikanterii. Nie musimy dodawać nawet pieprzu do smaku ponieważ korzeń wiesiołka załatwia sprawę.
W leśnej kuchni survivalowej wiesiołek zajmuje wysoką pozycję ze względu na swoją atrakcyjność. W kuchni domowej używam korzenia wiesiołka tak jak warzyw korzeniowych (stosunkowo szybko się gotuje). Jest lekko łykowaty, ale nie przeszkadza to w niczym. Można go pokroić w drobną kosteczkę, jak komuś przeszkadzają włókna. Nada się nawet na frytki. Do celów kulinarnych używamy korzenia rośliny w pierwszym roku wzrostu, zanim wypuści pęd kwiatowy. Wiesiołka znajdziemy najczęściej na suchych nieużytkach, żwirowniach, nasypach kolejowych, na obrzeżach lasów, pól i łąk.
Składniki
- Korzeń wiesiołka z rozetką liściową.
- Bulwy topinamburu.
- Grzyby słomkowe w puszce (mogą być dowolne np. pieczarki, shitake itp.). Puszka powinna starczyć na dwie osoby.
- Przyprawy: sól, sos sojowy.
- Tłuszcz do smażenia.
- Opcjonalnie może być też zielenina zebrana w terenie (np. pokrzywa, dziki szczypior, podagrycznik, ziarnopłon).
- Miejscówka z dobrym widokiem o wschodzie lub zachodzie słońca (obowiązkowo 🙂 ).
Korzeń wiesiołka leci na patelnię
Po wykopaniu wiesiołka myję go dokładnie z piasku i usuwam uschnięte lub zgniłe liście. Z bulwami topinamburu postępuję podobnie. Nie obieram korzenia i bulw ze skórki, ale jak komuś to przeszkadza to można obrać. Korzeń wiesiołka kroję w słupki, a bulwy topinamburu na połowę ( specjalnie wybieram najmniejsze). Grzyby słomkowe z puszki kroję na połówki (fajnie wyglądają 🙂 ). Grzyby te nie mają jakiegoś super wykwintnego smaku czy aromatu, ale jak większość grzybów o delikatnym smaku nabiorą wyrazu w potrawie. Rozetkę liściową odciąłem w całości żeby się nie rozpadła, ale możecie odciąć liście jak chcecie.
Pokrojone składniki wrzucam na rozgrzany tłuszcz i smażę, aż korzeń i bulwy lekko zmiękną. Następnie dodaję około dwie łyżki stołowe sosu sojowego oraz sól. Kiedy grzyby nabiorą nieco aromatu można potrawę zdjąć z ognia. Nie trzeba długo smażyć ponieważ wszystkie te składniki są jadalne na surowo i wystarczy smażyć do momentu aż wszystko się „przegryzie”. Na koniec dodaję surowe listki wiesiołka lub opcjonalnie posiekaną zieleninę, o której była mowa wcześniej.
Wszystko to doprawione widokiem zachodzącego słońca sprawi na pewno dużo przyjemności i dostarczy niezapomnianych wrażeń kulinarnych. Zachęcam do wyjścia w teren i spróbowania swoich sił w tworzeniu spontanicznych potraw dzikiej kuchni z tego co znajdziemy w lesie lub na łące. Smacznego!











Views: 274